Bloog Wirtualna Polska
Są 1 253 664 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Z Elbląga do Gdańska

niedziela, 30 czerwca 2013 9:52
Skocz do komentarzy

Foto album

Z Markiem z Gdańska umawiam się na przystani kajakowej Fala w Elblągu. Spotykamy się po raz pierwszy, zaczynamy wspólny spływ. Pakujemy się na nabrzeżu i o godz 10:00 schodzimy na wodę. Za rufą zostawiamy starówkę, płyniemy przez przemysłową część miasta. Za Elblągiem płynąc prosto wyszlibyśmy torem wodnym na Zalew, my skręcamy w lewo w kan. Jagielloński, który doprowadzi nas do Nogatu - miejsca, gdzie nocowaliśmy ze Zbyszkiem przed miesiącem. Kan. Jagielloński powstał, żeby ominąć Zalew i skrócić drogę do Gdańska. Kiedyś miał większe znaczenie gospodarcze, dziś raczej jest szlakiem turystycznym o dług. ok. 6 km. Przy jego końcu mijam znajome miejsce przepompowni w Bielniku Drugim, gdzie nocowałem w roku 2009 płynąc pętlę z Brodnicy do Brodnicy. Szefem jest tu sympatyczny pan, który wtedy udzielił mi pozwolenia na nocleg. Za przepompownią, na końcu kanału, płyniemy pod zmodernizowanym mostem z nowymi wrotami p.powodziowymi.
 Wypływamy na Nogat i mijamy kilka hausbotów płynących w szyku. Pewnie idą, jak to się mówi, do Malborka albo do Elbląga. To pewnego rodzaju nowość na polskim rynku. Można je wyczarterować nie mając uprawnień motorowodnych, silnik nie ma wielkiej mocy. Są obszerne, przygotowane do długiego i wygodnego pobytu całej rodziny w warunkach prawie domowych. Stąd ich niemiecka nazwa. Płyniemy do uścia Nogatu. W Kępinach nie ma już promu (zdjęcie zrobiłem w roku 2009). Nie przynosił dochodu, więc został zlikwidowany a służył turystom i głównie okolicznym mieszkańcom przez 12 lat. Kręcono na nim sceny do filmu "Świadek koronny". Ok. 11:50 wpływamy na Zalew Wiślany, który jest o wiele spokojniejszy niż przed miesiącem. Falowanie jest niewielkie, wiatr nam sprzyja, płyniemy wzdłuż zachodniego brzegu. Po godzinie wpływamy w Wisłę Królewiecką. Jest szeroka i zarośnięta wodną roślinnością, brzegi niedostępne. Mijamy pierwszy na naszej trasie most zwodzony w Sztutowie. Czujemy już zmęczenie, ale nie możemy znaleźć miejsca na nocleg. Stajemy wreszcie na nierównej, skoszonej łące z prowizorycznym pomostem i błotnistym wyjściem. Właściciel mieszka opodal i zgadza się na postawienie namiotów. Jako rekompensatę mamy miły zapach suszącego się siana i ziół. Nie mamy co wybrzydzać, jest już późno a my zmęczeni po przepłynięciu 36 km.
Następnego dnia praży już od rana a my uzgadniamy cel etapu. Popłyniemy Tugą do Nowego Dworu Gdańskiego. Nie wiem, czy będzie to możliwe, czy rzeka nie będzie za bardzo zarośnięta, ale jest jedyna i chyba niepowtarzalna okazja, żeby to sprawdzić. Wypływamy na Szkarpawę i pod  najczęściej pokazywanym, zwodzonym mostem w Rybinie płyniemy do ujścia Tugi. Wpływamy w jej słaby nurt mijając zabudowania po prawej i most drogowy za nimi. Rzeka trochę zarośnięta, płynie się jednak swobodnie. Brzegi na całej długości niedostępne, ale miłe dla oka. Po ok. 10 km most nieczynnej linii kolejowej zwiastuje, że dopłynęliśmy do Nowego Dworu Gd. Te nieczynne linie kolejowe są dla mnie niezrozumiałe, są oznaką porażki nowych czasów. Nasi pradziadowie z wielkim trudem i mozołem, bez koparek, spychaczy, ubijaków zbudowali to, co dziś nie jest raczej chlubą naszych czasów. Autostrady też by zbudowali i pewnie w wyznaczonym terminie.
 Przed następnym mostem - zwodzonym stoją jakieś stylizowane pływające wynalazki - chyba dla turystów. Zwracają jednak na siebie uwagę. Przepływamy przez miasto i dalej do mostu na krajowej drodze S7. Za mostem rzeka wyraźnie robi się węższa, bardziej zarośnięta. Płynąć można jednak dalej do Nowego Stawu, my zawracamy, nie mamy wolnego dnia w zapasie. Nocujemy przy moście w Rybinie na miejscu do tego wyznaczonym w ramach turystycznego ożywienia Pętli Żuławskiej. Niestety w Rybinie nie można zjeść smażonej ryby, na którą miałem ochotę, nie ma bowiem żadnego baru ani smażalni. Wieczorem pieczemy na ognisku kiełbasę, po nas miejsce we władanie obejmują miejscowi. Scenariusz ten sam co wszędzie - piwo, dziewczyny przeklinające równie dosadnie jak chłopaki i bełkot. Bo treść bardzo uboga jest między słowami k...wa.
 Następnego dnia odpływamy troszkę niewyspani a celem jest Sobieszewo - dogodne miejsce do "ataku" na Gdańsk. Dopływamy do śluzy Gdańska Głowa. Niestety nieczynnej. Ze względu na wysoki stan Wisły zamknięto nie tylko wrota robocze, ale również p.powodziowe. Dowiadujemy się, że położna 5 km w dół Wisły śluza w Przegalinie również jest zamknięta z tego samego powodu. To decyduje, że Marek dzwoni po syna i przewozimy kajaki. Namioty stawiamy naprzeciwko hałdy przed Sobieszewem. Następnego dnia - w niedzielę o 8:40 jesteśmy już na wodzie. Wkrótce przepływamy pod pontonowym mostem w Sobieszewie, po którym wolno jadą samochody wywołujące duży hałas, gdy wjeżdżają na kolejne przęsło. Marek prowadzi na Wisłę Śmiałą, akurat z Bałtyku wchodzi pod żaglami duży, morski jacht. Zawracamy przy porcie jachtowym i chyba bosmanacie z półokrągłą kopułą obserwacyjną. Wracamy na Martwą Wisłę i przez Górki Zachodnie, gdzie przy nabrzeżu stoją rybackie kutry płyniemy w stronę Gdańska mijając kominy i palące się pochodnie Rafinerii Gdańskiej. A na wodzie śmigają jakieś dziwne łodzie podczas porannego treningu. Uwagę przyciąga tzw. Most Wantowy, widoczne jest wygięcie przęsła naprężonego linami. Przed Mostem Siennickim skręcamy w lewo na Opływ Motławy i płyniemy zygzakiem wzdłuż kolejnych redut i bastionów dawnego systemu fortyfikacji Gdańska. Jest niedzielne popołudnie a na wodzie zaskakująca ilość kajaków. Dużo osób wybrało taką formę odpoczynku wykorzystując sprzyjającą pogodę. Przy Kamiennej Śluzie zrobił się tłok. Jak większość budowli hydrotechnicznych na Żuławach ta również jest dziełem Holendrów. Wbudowana w system umocnień, kiedyś umożliwiała pracę młyna i była częścią zabezpieczeń p.powodziowych. Na dowód, że są dziewice w albumie jest zdjęcie jednej z nich. Kto przeczytał odnośnik o Kamiennej Śluzie, to już wie o co chodzi. Płyniemy Nową Motławą wzdłuż ul. Kamienna Grobla. Mijamy jedną z wielu obronnych baszt - Wielką i Małą Stągiew na Wyspie Spichrzów. Dalej po prawej za mostem zaczyna się długi port jachtowy, a po lewej, jak monumentalne pomniki, stoją kikuty domów zniszczonych w czasie działań II wojny światowej. Płynąc przez Gdańsk nie da się uciec od historii. Starej - średniowiecznej i tej niedawnej - z czasów wojny i najnowszej, której symbolem jest oczywiście Stocznia Gdańska. Ukazuje się powszechnie znany Żuraw Gdański, my skręcamy jednak w prawo i płyniemy Kanałem na Stępce mijając z lewej Filharmonię na Ołowiance. Dopływamy do Polskiego Haka i w pobliżu Stoczni Gdańskiej zawracamy na Motławę. Żegnają nas nieruchome dziś stoczniowe, wysokie dźwigi. Teraz kierujemy się w stronę innego gdańskiego symbolu poza Neptunem - Gdańskiego Żurawia. Na Pobrzeżu gwar, spacerują turyści. Po sesji zdjęciowej przy Żurawiu Marek prowadzi do Żabiego Kruka. Tu ruch taki, że koleś obsługujący wynajęte stąd kajaki każe (kurcze ... jak to się pisze ?) nam się szybko usunąć z pomostu, bo mu płyną kolejne pieniądze.
 Cel osiągnięty, zamierzenia zrealizowane. Będzie ciąg dalszy.

Foto album

Podziel się
oceń
0
0



Więcej na ten temat


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  89 945  

O mnie

Lubię turystykę kajakową,
fotografię i podróże.
GG:2290554

O moim bloogu

Zapiski od roku 2009 wpisy początkowe  więcej...

Zapiski od roku 2009 wpisy początkowe  wpisy

 

Moje filmy

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 89945

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930