Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 625 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kajakiem na Woodstock 2014

czwartek, 07 sierpnia 2014 15:27
Skocz do komentarzy

Album foto

 

Droga zamknięta dla ruchu, upał potworny. Tłok, ludzkie mrowie, tłum dążący w pobliże głównych scen. Niektórzy już nie idą, odpoczywają w rowie na poboczu, bo od miasta to już ok 4 km. Inni, którzy już odlecieli może po piwie, śpią na asfalcie. Piwo leje się tu nieprzerwanym strumieniem, płynie jak ta rzeka w pobliżu. Na plecach - plecak a dla równowagi karton piwa 4x6 puszek przed sobą. Są różne pomysły, aby jego transport usprawnić, bo trudno nieść przed sobą kilometrami ciężar ok 12 kg. Oportuniści biorą po prostu wózek sprzed marketu, bardziej pomysłowi mocują razem 2 deskorolki i ciągną już 4 kartony. Konstruktorzy przywożą osobno małe kółka, oś, kilka szczebli i gwoździe, montują i ciągną nie tylko piwo, ale również plecaki. Zwrócić na siebie uwagę można ubiorem, więc nie brakuje dziewczyn w koniecznie porozrywanych rajstopach, bo taka moda obowiązuje na ten rok. Zdarza się również czapka uszanka, facet przebrany za biskupa błogosławiący tłumy, uniform radzieckiego generała. W lesie rozwinięty szpital polowy, wcześniej w gotowości ambulans. Co chwila, omijając leżących, jadą na sygnale policyjne radiowozy i motocykle, pogotowie ratunkowe albo straż pożarna. Zagrożenie ogromne - sucho, żar leje się z nieba i setki tysięcy ludzi w okolicznych lasach. Uśmiech nie tylko mój budzi pomysłowość może 12 letniego chłopaka, który, żeby przejechać rowerem w stronę miasta, naśladuje perfekcyjnie odgłosy syreny alarmowej łącznie ze zmianą sekwencji sygnałów. Odruch powoduje, że idący przed nim udostępniają mu drogi. Im bliżej centrum wydarzeń tym tłoczniej.
Nie dziwi siostra zakonna, ksiądz siedzący na poboczu i dyskutujący z młodymi, z których jeden mówi:
- ...nie chodzę k... do kościoła, bo k... w kościele jest nudno - ciągle to samo i k... nic się nie dzieje.
Tu wolności mu nie brakuje, bo policja reaguje tylko w drastycznych przypadkach, chociaż na wszelki wypadek rozstawili wozy z armatkami wodnymi. Staję w pobliżu najbliższej sceny, inne są dalej, na zboczu. Obok przygotowane skocznie bandżi, jakieś konstrukcje podobne do rollercoasterów i inne służące również zabawie. Po horyzont namioty, pawilony, sklepy, piwne parasole, prysznice (7zł) i dziesiątki tysięcy ludzi. Nagle ryk, ożywają "głośniki", technicy sprawdzają i ustawiają nagłośnienie. Uciekam spod sceny nie tylko ja. Bolą uszy, czuję, jak we mnie drga moje wnętrze, dziwne uczucie. Potężna energia akustyczna wprawia w wibracje nie tylko ludzkie narządy, w rytm głównie basów trzepocą liście krzaków. Myślę, że moc generowana przez "głośniki" sięga setek tysięcy kW !!!
Byłem ! zobaczyłem ! wracam na przystań "Delfin".
  Wypłynęliśmy spod mostu na Noteci w miejscowości Zamość. Pierwszego dnia musimy pokonać 3 przeszkody stałe. Przez pierwszy jaz się przenosimy, drugi jaz jest otwarty - do młyna w Chobielinie płyniemy bez przeszkód. Tu kajaki trzeba przenosić przez tamę starego, ale czynnego, napędzanego już elektrycznie młyna. Tuż obok w parku znajduje się odrestaurowany dwór a mieszka w nim Anne Applebaum z mężem - znanym politykiem - Radosławem Sikorskim.
 Coraz wyraźniej słychać wybuchy, zbliżamy się do jakiegoś poligonu ? Zaintrygowany pytam o to miejscowego wędkarza. Okazuje się, że nie ma żadnego poligonu. Są stawy rybne i po zainstalowaniu głośników automat losowo odtwarza odgłosy wystrzałów, które mają płoszyć drapieżniki biegające i latające. Dopływamy do połączenia Noteci z Kanałem Bydgoskim, mijamy "Milicję" - tak nazywa się jedna z łodzi motorowych. Czyściutka, krystaliczna dotąd rzeka zostaje zanieczyszczona zielskiem i śmieciem wypływającym z Kanału. Wszystko to płynie przez Nakło. Po prawej przed mostem widać port ze stateczkami wycieczkowymi, które okres świetności mają już chyba za sobą. W tym samym basenie trwają prace wykończeniowe na obiekcie dla wodniaków, ale raczej tych bogatszych - czyli pływających jachtami motorowymi. Kiedyś po drugiej stronie rzeki była przystań dla kajakarzy, dziś opuszczona i niszczejąca.
 Do śluzy za Nakłem dopływamy w ostatnim momencie, w komorze jesteśmy 3 min przed 16:00. To ważne, bo otwiera dziś możliwość dalszego płynięcia. Tak też robimy i zatrzymujemy się na nocleg dopiero na śluzie Gromadno. Pan zarządzający śluzą udostępnia zewnętrzny kran z wodą, co jest wybawieniem od konieczności mycia się w brudnej niestety wodzie. Pod mostem biorę prysznic wylewając na siebie wodę z baniaka. To przynosi trochę ulgi po upalnym dniu, ale do namiotów można dopiero wejść po zachodzie słońca. Operator śluzy mówi, że ... kiedyś to było lepiej. O co mu chodzi ? Wyjaśnienie jest proste - kiedyś systematycznie pływały barki ze Szczecina do Bydgoszczy i stamtąd do Elbląga albo Gdańska. Teraz nic nikomu się nie opłaca, transport drogą wodną również. Śruby holowników oczyszczały rzekę. Jestem zaniepokojony tym, co niesie nurt, bo długo nie da się w tym płynąć normalnie.
Rano śluzuje nas żona tego pana, on jest zajęty czyszczeniem wlotów na turbiny zainstalowane przez prywatnego inwestora na kanale opływowym. Z tego bocznego kanału wypływa dodatkowe zielsko. Prawie stajemy w miejscu. Jednak po kilku km mordęgi jest coraz łatwiej. Rzeka płynie niedostępnym z zewnątrz korytem, oddzielona barierą trzcinowisk, w nurcie słaniająca się wodna roślinność. To wszystko powoduje, że już za następną śluzą rzeka jest tak czysta, że trudno w to uwierzyć. To ulga dla ciała, bo można się w niej zanurzyć i ochłodzić, zamoczyć koszulę i mokrą założyć na siebie. Upał niespotykany.
 Na całej zaplanowanej trasie mamy 14 śluz, ale dzięki wzajemnej informacji o ruchu na rzece, śluzy nie stanowią problemu - czekają na nas otwarte. Forsuję tempo, żeby zanocować w Czarnkowie. Jest tu nowa, dobrze wyposażona przystań wodna. Przy pomostach stoją motorowe jachty, które mogą korzystać z energii elektrycznej doprowadzonej bezpośrednio na pomosty. Jest kuchnia z podstawowym wyposażeniem - można ugotować obiad, zrobić pranie, na co pozwala stojąca obok pralka. Korzystamy z czajnika, żeby zagotować wodę. Oczywiście oprócz WC są prysznice. Wszystko ładnie urządzone i zagospodarowane, ławeczki, zieleń. I to wszystko ... za darmo ! Inna, mniejsza i skromniej wyposażona powstała w Drawsku a budowa obu została dofinansowana z unijnych środków.
 Niestety, nie udało mi się napić piwa z miejscowego, małego browaru. W niedzielę, w środku sezonu ! piwiarnia przy browarze była zamknięta.
 Noteć nabiera siły i potężnieje po tym jak odbiera najpierw wody Gwdy a później Drawy. Rzeka ciągle bardzo czysta, miejscami przypomina Krutynię, Można obserwować rośliny porastające dno i przemykające ryby. Wieczorem słychać jak rzucają się żerujące jakieś ryby. Brzegi ciągle niedostępne okolone szpalerem trzcinowisk, na drzewie siedzi chyba ... orzeł bielik. Dopiero od Santoka, po połączeniu z Wartą woda robi się mętna. Ładnie wygląda z rzeki bulwar w Gorzowie Wielkopolskim. W nurcie rzeki tryskają fontanny, na nadbrzeżnym deptaku ... żywe ! a nie sztuczne palmy. Jesienią są gdzieś przewożone na zimowanie.
 Woodstock nie spowodował wzmożonego ruchu na rzece. Mija nas, bo jesteśmy już na biwaku, dwójka kajakarzy płynąca z Drawy do Gryfina. My mijamy najpierw grupę Niemców a później dwóch młodych ludzi na tratwie płynących z Lądu za Koninem do Kostrzyna. Mijamy też Niemkę, która płynęła na sposób hawajski (Stand up paddle). Na dużej desce umocowane wyposażenie, ona przypięta ... stojąc odpychając się jednym, długim wiosłem. Pokład wyłożony gumą, na noc pompowany stawał się miejscem do spania. Zdjęcie jest kiepskiej jakości, mimo to je zamieszczam, bo obrazuje to, co starałem się opisać. Po raz drugi zobaczyłem ją z mostu, gdy dopłynęła do Kostrzyna a ja wracałem na przystań. TV na nią już nie czekała, wcześniej zrobili migawkę z załogą tratwy, płynącej pod flagą swojej gminy i przez kogoś sponsorowaną. A to ona ! bardziej zasługiwała na zauważenie i publiczne dowody uznania. Wykazała się niesamowitą odpornością, wytrwałością i kondycją. 
 A na przystani ruch. Oprócz szybkiego pontonu ratowników WOPR, dyżurują 2 patrolowe łodzie policyjne, w odwodzie czekają 2 radiowozy policji i samochód bojowy straży pożarnej. Bosman mówi, że tak jest co roku, zgodnie z opracowaną logistyką musi przystań i jej obiekty udostępnić służbom zabezpieczenia. Przystań jest usytuowana w pobliżu torów kolejowych i słychać jak jeden za drugim jadą specjalne pociągi wiozące uczestników. Dziś jest dopiero czwartek, Woodstock zaczyna się jutro a doskonale widoczny z przystani most zakorkowany już od Słońska, sznur samochodów ledwie się posuwa. Autokary specjalnie oznakowane policja przepuszcza w pierwszej kolejności. Każde bardziej wrażliwe skrzyżowanie jest dozorowane i regulowane przez policję, straż miejską albo straż graniczną. A do miasta ciągle napływają tysiące nowych, żądnych wrażeń uczestników.
Trudno mi  w to uwierzyć, ale powtarzam za oficjalnymi źródłami: Kostrzyn to miasto liczące ok 17 tys. mieszkańców a w roku ubiegłym na Woodstock przyjechało wg różnych szacunków nawet 750 tys. osób !!!
 Patrole policyjne są wszędzie, również na bocznych ulicach, w parkach na peryferiach. Czuje się, że policję i uczestników obowiązuje jakieś niepisane moratorium. Pierwsi nie reagują na zaczepki i drobne wykroczenia, drudzy są hałaśliwi, podpici, ale nie przekraczają niewidocznej granicy, za którą jest natychmiastowa reakcja zmasowanych sił i kończy się rozróba. Przy wjeździe do Kostrzyna w pobliżu twierdzy policja oprócz nadzorowania ruchu sprawdza również wybrane osoby narkotestami.
  Po sprowadzeniu samochodów okazuje się, że na terenie przystani stoi wóz niemieckiej Technische Hilfe Feuerwehr - odpowiednika naszej straży pożarnej, ich samochód dowodzenia i polskiej produkcji ! wykonany w Lubawie, duży namiot, w którym Niemcy nocują. Na brzegu zacumowana niemiecka łódź z opuszczanym dziobem, co umożliwia wciągnięcie poszkodowanych bezpośrednio z wody na pokład. Później przyjeżdża radiowóz niemieckiej policji. Niemcy to najliczniejsza grupa obcokrajowców, która przyjeżdża do Kostrzyna nie tylko na Woodstock, ale głównie na regularne zakupy.
Takiej koncentracji przede wszystkim policji, straży pożarnej, służb medycznych i innych, odpowiedzialnych chociażby za sprzątanie miasta, jeszcze nie widziałem.
 Dlaczego, skoro nie ma przymusu i jeszcze trzeba wydać jakieś pieniądze, znieść niewygody, chodzić w maskach, żeby chronić się przed kurzem, prawie milion ludzi rusza nagle w Polskę? Badania socjologiczne na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi nie dały i nie dadzą, bo wnioski zależą od tego, kto i za ile je zamawia. Zupełnie jak z tzw. biegłymi w sądach powszechnych. Slogan o jakimś polskim braterstwie jest takim samym mitem, jak migawki, które oficjalnie są pokazywane w mediach. Cenzury już nie ma, ale lepiej kształtować pozytywny obraz wydarzenia i nie pokazywać scen, które budzą niesmak. Prawdą natomiast jest, że spotykają się tu znajomi, którzy przyjeżdżają co roku i odnajdują przez telefony.
 Mimo przejściowych trudności, miasto jakoś funkcjonuje a mieszkańcy nie narzekają, już się przyzwyczaili do stanu oblężenia i najazdu turystów. Najprawdopodobniej wszyscy czerpią przy tej okazji zyski.
 Zawsze starałem się pokazać jakieś zdjęcia ze spływu, pewnie nudne, bo monotematyczne. Tym razem pokażę niewiele. Mój towarzysz nie fotografuje, mimo, że tak naprawdę to aparat robi za nas wszystko. Po zdjęciach z pierwszego jazu karta odmówiła posłuszeństwa w perfidny sposób. Nadal zapisywała pliki tylko z uszkodzonym nagłówkiem, więc zdjęć odtworzyć nie można.

Kilka zdjęć pokazuję tu:
Album foto

Podziel się
oceń
0
0



Więcej na ten temat


wtorek, 19 września 2017

Licznik odwiedzin:  90 942  

O mnie

Lubię turystykę kajakową,
fotografię i podróże.
GG:2290554

O moim bloogu

Zapiski od roku 2009 wpisy początkowe  więcej...

Zapiski od roku 2009 wpisy początkowe  wpisy

 

Moje filmy

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 90942

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930