Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 236 479 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Licheń po raz drugi

piątek, 05 września 2014 12:38
Skocz do komentarzy

Album foto

 

Licheń to miejsce kultu, do którego raczej nie przyjedzie papież Franciszek. Ogromne wrażenie na mnie robią schody, na których widać jaki człowiek jest mały i myślę, że architekci taki włąśnie efekt chcieli uzyskać.
Licheń to również dla kajakarzy dobre miejsce startu na dwa różne szlaki. Tym razem popłynę w lewo na Wartę, dwa lata wcześniej popłynąłem w prawo przez Gopło, Kruszwicę, Inowrocław do Bydgoszczy. Popłynę samotnie, bo po upalnym lipcu przyszedł okres gorszej, deszczowej pogody i trudno znaleźć towarzysza do znoszenia niewygód.
 Przygodny pielgrzym-turysta pomaga mi zdjąć z bagażnika kajak. Zostawiam samochód w bezpiecznym miejscu i wracając zaglądam tylko do kościoła św. Doroty. Do bazyliki pójdę, gdy wrócę po samochód.
 Na końcu jez. Licheńskiego jest jaz, który pamiętam sprzed dwóch lat. Wtedy założyłem fartuch i spłynąłem jako pierwszy. Marek, z którym płynąłem poszedł po mnie. Obaj bezpiecznie wylądowaliśmy za progiem przy różnicy poziomów ok. 50 cm. Teraz pamiętając o tym, że jaz nie stanowił wtedy problemu, śmiało ruszyłem do przodu. Kiedy byłem na progu i mogłem ocenić stan wody - było już za późno. Musiałem spłynąć, mimo, że oniemiałem jak zobaczyłem różnicę poziomów. Nie mogłem zrozumieć dlaczego teraz mam skoczyć co najmniej 1,2 m, bo mogło to być równie dobrze 1,5 m? Kajak obciążony nie tylko przeze mnie, ale również zapasami i wyposażeniem - poszedł cały pod wodę. Byłem pewny, że się wywrócę, ale udało mi się utrzymać równowagę i kiedy zobaczyłem że dziób już się nie pogrąża, ale unosi, z ulgą pomyślałem, że może mi się uda. Nie wywaliłem się.
 Jak to zwykle za jazem bywa, po obu stronach stali wędkarze. Też nie mogli zrozumieć dlaczego się nie wywróciłem, poza tym dowiedziałem się, że głupich nie brak. Na najbliższym możliwym miejscu, skąd już było widać kominy elektrowni Pątnów, doprowadziłem siebie i kajak do stanu używania. Musiałem się przebrać, bo wykładzina siedzenia i co zrozumiałe również spodnie były mokre, koszula mokra z przodu. Suche miałem tylko plecy. Wydaje mi się, że jak kajak zanurkował wlało się trochę wody górą ponad fartuchem.
 Wszystko się wyjaśniło wkrótce na pierwszej śluzie w Pątnowie. Mijam po prawej rząd cumujących jachtów motorowych idopływam do śluzy, która jest nieczynna. Dzwonię na podany na tablicy numer, przychodzi operator i wyjaśnia, że częstość śluzowań ograniczył Zarząd Dróg Wodnych w Poznaniu. Śluzować może tylko co 3 godziny, co spowodowane jest niskim stanem Warty. Teraz wiem dlaczego na opisywanym jazie był taki uskok. Poziom jez. Licheńskiego się nie zmienił, to Warta poprzez śluzy bardzo obniżyła poziom wody za jazem na jez. Pątnowskim.
 - ... może coś pan wymyśli? 
 - Nie chcę stracić roboty - śluza jest pod obserwacją, monitorowana - pada odpowiedź.
 Koniec dyskusji. Siadam na ławeczce i w oczekiwaniu na godz 13 piję piwo.
Do następnej śluzy mam 7,6 km. Płynę pamiętając, że będę musiał czekać do godz 16. Dopływam do śluzy w Morzysławiu po godzinie, wygramoliłem się z kajaka, jem bułkę i cierpliwie czekam. Niepotrzebnie, bo wkrótce przychodzi pani i dziwi się, że już jestem i że zaraz mnie przeprawi. Operatorzy śluz informują się nawzajem o ruchu jednostek z korzyścią dla nich, bo nie muszą ciągle dozorować i mogą robić coś innego w czasie, gdy ktoś płynie w ich stronę. Dotyczy to mniejszych śluz o małym ruchu. Sprawiłem się szybko, żeby pani się nie rozmyśliła, bo chyba złamała wprowadzone zarządzenia.
 Wpływam na Wartę i wkrótce widać bloki mieszkalne Konina. Planowałem przepłynięcie 50 km i nocleg na przystani w Lądzie. Tymczasem przepłynąłem 38 km i zatrzymałem się o godz 18:15 w dogodnym miejscu przy sezonowej przeprawie promowej za mostem autostradowym koło Sługocina.
Wieczorem deszcz, rano deszcz. Czekam prawie do południa, żeby podsuszyć namiot i wypływam późno. Cały plan spływu się załamał.
 Na drugi nocleg zatrzymuję się w Czeszewie, również przy promie, którym zarządza Nadleśnictwo Jarocin. Służy głównie pracownikom leśnym, przeprawia ich samochody, nazywa się "Nikodem" a czynny jest latem od godz 10 - 18. Prom cumuje przy wsi, ja nocuję na przeciwległym brzegu, gdzie przy potężnym dębie nadleśnictwo urządziło dobrze wyposażone miejsce biwakowe. Gdy się zagospodarowałem - ruszyłem oznakowaną ścieżką dydaktyczną "Starorzecze". Okazało się, że takich ogromnych dębów jest tam więcej. Koło jednego z nich stoi dużo ławek, stołów, jest zadaszenie, oświetlenie, miejsce na wielkie ognisko. Te dęby podziwiał również H. Sienkiewicz o czym informuje pamiątkowa tablica. Polecam to miejsce na nocleg.
 Każda większa rzeka jest dla części kajakarzy nudna, albo nieciekawa, albo taka, na której się "wali kilometry", że użyję określenia dawnego towarzysza spływowego. Kolejny raz powtarzam, że nie ma rzek nudnych, nudzą się ci, którzy po nich pływają. Na rzece ciągle coś się dzieje. Chyba, że nie potrafisz słuchać, obserwować i widzieć. W takim wypadku nawet okulista nie pomoże. Na szczęście jest tyle różnych rzek i możliwości, że każdy może pływać wg. własnych preferencji. Tyle, że nie wszyscy potrafią to zrozumieć.
Po tej dygresji wracam na Wartę.
 Trzeciego dnia mam ładną, słoneczną pogodą. Aż do późnego popołudnia. Wtedy od strony Poznania zaczęły napływać burzowe chmury. Zrobiło się nieprzyjemnie. Przygotowałem się na deszcz, który w takich sytuacjach jest gwałtowny i zawsze zaskakuje. Nic się jednak nie działo, grzmiało gdzieś daleko. Jednocześnie z dokładnego opisu, który sobie zawsze przygotowuję w domu przed spływem wynikało, że jestem blisko Śremu. Może dociągnę przed ulewą do przystani. Kiedy widziałem już most przed Śremem pociemniało, zrobiło się zimno i zerwał się wiatr. Na rzece pojawiły się przeciwne fale, ale jeszcze nie padało. Kiedy po 2 km wpływałem pod następny most już w Śremie zerwała się wichura, fale zaczęły przelewać się po pokładzie, prawie wyrwało mi wiosło z ręki. Ledwie płynąłem. Jakoś udało mi się wydostać za most, który zadziałał swą konstrukcją jak dysza zwiększając prędkość przeciwnego wiatru. Szukam wzrokiem przystani, ale mijam umocnione brzegi, później stateczek spacerowy. Wreszcie za miastem widzę nad rzeką jakiś obiekt obserwacyjny. Może tu? Tak, widzę kanał prowadzący w lewo i cumujące łodzie. Płynę jeszcze jakiś czas rzeką pod wiatr, żeby sobie zrobić miejsce na nawrót i szczęśliwie wchodzę w kanał. Na jego końcu jest przepompownia, a kanał do niej prowadzący wykorzystano jako przystań i miejsce do cumowania łodzi. Teraz muszę jakoś wyjść z kajaka. Podpływam w pierwsze możliwe miejsce, jest za głęboko, bo wiosłem nie dotykam dna. Pomost mi odpływa, nie daje oparcia. Jeszcze nie pada, ale za chwilę zmoknę jak szybko się nie wygramolę. Dobrze, że nie zalewają mnie już fale. Dostrzega mnie bosman mariny i każe płynąć jeszcze dalej. Wpływam między dwa jachty, pomost znów ruchomy, ale zapiera się o jedną z łodzi. Bardziej przerzucam się na podest niż wysiadam. Znów mi się udało. Bo zwinność jest wprost proporcjonalna, ale odwrotnie do wagi i wieku. Zdołałem wciągnąć kajak na pomost. Przyjmuję propozycję bosmana, decyduję się błyskawicznie - nie stawiam namiotu. Za 15 zł mogę przenocować w wigwamie, o którym później, albo w przyczepie. Wchodzę do przyczepy obładowany ekwipunkiem, wracam po następny ładunek i zaczyna lać. Bosman ucieka do swojego kontenera. Zakrywam kokpit kajaka deklem, nie rozładowuję drugiego luku i mokry wracam do przyczepy pod dach. Później się okaże, że trochę przeciekający.
Gdy przestało padać kończę rozładowywać kajak i zabezpieczam go na noc. Przebieram się, idę do szefa, częstują mnie herbatą i już wiem, że długo nie zasnę. Obok przyczepy stoi wigwam. Jest to wysoka, obszerna, drewniana konstrukcja. Wewnątrz stoły, ławki, prąd i oświetlenie, miejsce na duże ognisko. Przyjeżdżają samochody z: kiełbasami, napitkiem, drewnem na ogień i oczywiście z piwem. Przychodzą uczestnicy. Wigwam jest zajęty na jakąś firmową imprezę, to dlatego nie mogę w nim nocować.Tymczasem idę obejrzeć miasto i coś zjeść. Wracam, w obiekcie ustawionym przed mariną biorę prysznic. Tańce, śpiewy, co jakiś czas aplauz, bo leci: "Jesteś szalona...". Nie mogę zasnąć. Ale stopniowo robi się ciszej, głośniki milkną ok północy. Przemyślałem wszystko, całego planu i tak nie zrealizuję, po trzech dniach mam dosyć przeciwności. Jutro wracam do domu. A na Wartę kiedyś wrócę, gdy popłynę Prosną.


 Album foto       

Podziel się
oceń
0
0



Więcej na ten temat


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 07 października 2014 13:10

    Ciekawe miejsce startu :). Ja akurat Licheń pamiętam ze świetnych pancakes :D

    autor Dite

    blog: http://www.roadamerican.pl/pl/desery/

  • dodano: 12 września 2014 12:04

    Licheń - nigdy tam nie byłem. Żle mi się kojarzy, ale twój wpis coś zmienił. Może kiedyś się tam wybiorę, może kiedyś postawię stopę na licheńskiej ziemi.

    autor feliks

    blog: http://waluga.pl/sprzedaz-spolek/

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

czwartek, 30 marca 2017

Licznik odwiedzin:  88 691  

O mnie

Lubię turystykę kajakową,
fotografię i podróże.
GG:2290554

O moim bloogu

Zapiski od roku 2009 wpisy początkowe  więcej...

Zapiski od roku 2009 wpisy początkowe  wpisy

 

Moje filmy

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 88691

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031