Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 625 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Wisłą od Włocławka do Bydgoszczy

piątek, 08 maja 2015 19:16
Skocz do komentarzy

Album foto

 Sezon chciałem zacząć zbiorowym spływem do uzdrowiska na Litwie, które upodobał sobie Naczelnik, gdzie bardziej niż troskliwie opiekowała się nim pewna pani doktor. Niestety spływ odwołano.
 Wobec tego już indywidualnie zaplanowałem północne Mazury, żeby móc powiedzieć, że je przepłynąłem całe, czym aż tak wielu pochwalić się nie może. Na Mazurach był każdy, również kilkakrotnie ja tam pływałem, ale to nie znaczy, że je opłynąłem. Spływy zorganizowane prowadzą utartymi szlakami. Oferują gotowy plan, wyżywienie, autokar, hotel, prysznice, wieczorne atrakcje i "cośdopopicia". Taka bardziej komfortowa wersja zyskuje coraz więcej zwolenników.
 Ja wolę własny kajak, własne szlaki, małe ognisko, szczekanie koziołka, kląskanie słowika, który nieraz spać nie daje. A "Daj mi tę noc", albo "Jesteś szalona" zostawiam tym, którzy chcą albo muszą tego słuchać również na spływie.
 Dawno nie było tak zimnego majowego weekendu i dlatego zmieniam pierwotnie planowaną mazurską trasę.
 Bacznie śledząc prognozy pogody umawiamy się z kolegą na sobotę 2 maja na tamie we Włocławku. Zapora, do której dopłynąłem przed laty, stanowi barierę na wiślanym szlaku. Przepłynięcie śluzy obwarowane jest odrębnymi i restrykcyjnymi przepisami. Dlatego Wisła między Włocławkiem a ujściem Drwęcy przed Toruniem nie cieszy się popularnością z tego właśnie względu.
 Schodzimy na wodę w zatoce przy krzyżu. Ten krzyż przypomina, że tam w 1984 roku funkcjonariusze SB z Departamentu IV utopili ciało zamordowanego księdza, chcąc ukryć swoją nienawiść do prawdy.
We Włocławku zawsze wieje od północy. Kiedyś wylądowaliśmy a właściwie fale wyrzuciły nas na piaszczystą łachę przed zaporą i czekaliśmy do późnego popołudnia, żeby móc się stamtąd wydostać.
 Wychodzimy na Wisłę oczywiście już za zaporą i progiem, który chyba został stworzony sztucznie, żeby ostatecznie tu lód się rozbijał na mniejsze kry. Ale to tylko moje domysły.
 Do mostu we Włocławku jest 4,3 km i było to zmaganie się z zimnem, przeciwnym wiatrem i własną słabością, bo to mój pierwszy spływ w tym roku. Im bliżej mostu tym trudniej, dobijam do brzegu i przygotowuję się na "sztormowanie". Po przepłynięciu pod mostem powoli oddalają się kominy Włocławka. Wiatr nie odpuszcza ani na chwilę, ale płynie się jakby łatwiej. Uśpiona czujność mści się natychmiast - w kokpicie mam trochę wody z ostatniej fali. Mijamy kolejne zabudowania, kolejne elektrownie wiatrowe, które już na stałe wrosły w polski krajobraz. Po kilku godzinach zmagania się z przeciwnym wiatrem ukazują się ruiny zamku w Bobrownikach, który zbudowano w odległych czasach, bo jeszcze w XIV wieku ! Na murach widać sporo turystów. U jego stóp jest dobre miejsce na nocleg. Teraz przed nami Nieszawa. Zaczynamy szukać miejsca na nocleg. Jak to zwykle bywa teraz trudno je znaleźć. A wydaje się, że wcześniej były, że na Wiśle z tym nie będzie problemu. Odpowiednie miejsce znaleźliśmy dopiero naprzeciw Nieszawy. Wieczorem wiatr słabnie, ale nadal jest bardzo zimno. Siadamy przy małym ognisku nad rzeką, gadamy, obserwujemy światła miasteczka, nie widać tam żadnej aktywności. My też wkrótce idziemy spać. Przysypiam, wziąłem najcieńszy śpiwór, wprawdzie nie jest mi zimno, ale nie mogę rozgrzać stóp więc zakładam skarpetki. Nad ranem nagrzewam namiot lampą gazową. Z ust leci para, jak w zimie na mrozie. Stoimy przy polnej drodze, za nią jest zielona uprawa. Tam właśnie harcują dwa koguty bażantów. Dalej odpowiada im trzeci i kłócą się zajadle. Słychać jak walczą, wyskakując do lotu i bijąc skrzydłami. Ranek wita nas przepiękną, słoneczną pogodą. Nie spieszymy się z wyjściem wygrzewając się w namiotach po bardzo zimnej nocy. Była to naprawdę zimno. Namioty od zacienionej strony ciągle są okryte szronem. Zbyszek zanotował w namiocie tylko 2 stopnie ciepła, spał w ubraniu, skarpetach i czapce. Ja przetrwałem chyba łatwiej, bo namiot mam z tropikiem i spałem jak zawsze w piżamie z boucle. Te malutkie przestrzenie w pętelkach zapewniły mi chyba lepszy komfort termiczny.
 Wczoraj był Dzień Flagi, która dziś dumnie powiewa na przeciwległym umocnionym brzegu w pobliżu pomnika pojednania polsko-niemieckiego i kolumny z orłem. Nieszawa leży w pobliżu Ciechocinka, w którym byłem kilka razy w sanatorium. To wtedy, poznałem okolice tego uzdrowiska od Nieszawy przez Raciążek, Słońsk, Otłoczyn - jeżdżąc rowerem z sanatoryjnym kolegą. To właśnie z tego okresu pokażę kilka zdjęć zrobionych w Nieszawie. Dziś oglądam znajome widoki z wody.
 Słychać kościelne dzwony, jest niedziela i chyba dlatego w pobliżu przystani promowej, po mszy zgromadziło się sporo ludzi. Cieszy nas widok spokojnej Wisły, nie ma wiatru, jest słonecznie i ciepło. Czekamy i obserwujemy jak prom "Nieszawa" dobija do nabrzeża. Po jakiś czasie widać zabytkową wieżę ciśnień, który zwiastuje Ciechocinek. Przez moment widać nawet odległe tężnie. Wkrótce płyniemy pod mostem autostradowym a na horyzoncie górują wieżowce na Rubinkowie. To już Toruń. Mijamy  ruiny zamku w Złotorii, ujście Drwęcy, nowy most drogowy, most kolejowy i Bulwary Filadelfijskie pełne ludzi. Jest bardzo ciepło, po Wiśle kręcą się łodzie spacerowe. Towarzyszy nam oczywiście widok toruńskiej Starówki. Za następnym, starym mostem drogowym zatrzymujemy się na odpoczynek i posiłek.
 Z góry przez chaszcze przedziera się mężczyzna i trókja dzieci w wieku ok 10 lat. On tylko w podkoszulku niemiłosiernie poparzony przez pokrzywy. Jako były zwiadowca - bo tak mówi o sobie, uczy dzieci maskowania i wtopienia się w otoczenia. Tak uzasadnia nakaz usmarowania twarzy błotem. Dzieciaki zrazu z oporami, później dokładnie wykonują jego polecenie smarując błotem nie tylko twarze ale przy okazji również koszulki. Odchodzą utytłani i umorusani a pan jest dumny z siebie, że przekazuje swoje umiejętności. Może jak był szczupły to służył jako zwiadowca. Jest już nieźle nawalony, więc najtrudniejsze zadanie dopiero przed nim - spotkanie z żoną.
Powtarza się problem ze znalezieniem miejsca na nocleg. Szukamy przez 2 godziny pływając od brzegu do brzegu. Wreszcie stajemy w pobliżu stanowiska wędkarzy, gdzie wieczorem rozpalamy mały ogień i smażymy marynowane plastry mięsa. Noc jest ciepła w porównaniu z poprzednią, ale ranek wita nas deszczem. Dziś nie płyniemy, pada do obiadu. Po południu się przejaśnia i wychodzimy na rozpoznanie okolicy. Za wałami p.powodziowymi rozciągają się kujawskie równiny pól uprawnych. Następnego dnia przed Solcem Kujawskim mijamy pracujące pogłębiarki i barki z piaskiem. Dalej jest kąpielisko i stanica WOPR, kiedyś opuszczona, dziś wygląda na odnowioną i chyba użytkowaną. A teraz mozolnie, bo Wisła płynie długimi prostymi odcinkami, zmierzamy do Bydgoszczy, do Brdyujścia. Gdyby nie czujność pewnie byśmy je minęli. Duża śluza otwarta od strony Wisły, obsługa małej wskazuje nam miejsce, gdzie najlepiej zakończyć spływ. To było pierwsze pływanie w tym roku.

Album foto

Podziel się
oceń
1
1


wtorek, 19 września 2017

Licznik odwiedzin:  90 983  

O mnie

Lubię turystykę kajakową,
fotografię i podróże.
GG:2290554

O moim bloogu

Zapiski od roku 2009 wpisy początkowe  więcej...

Zapiski od roku 2009 wpisy początkowe  wpisy

 

Moje filmy

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 90983

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930