Bloog Wirtualna Polska
Są 1 253 664 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Pokręcona rzeka

piątek, 24 lipca 2015 6:06
Skocz do komentarzy

Foto

 Jej nazwa nie brzmi sympatycznie a wije się tak, że szybko płynąć nie można, ze względu na ciągłe zakręty. Widać to dokładnie w zbliżeniu i wtedy ocenicie, czy tytuł jest trafny.
 Ta rzeka okazała się dla mnie podwójnie pokręcona.
Umówiłem się w Krasnymstawie z nieznajomym kajakarzem przez to, bez czego już się nie da żyć czyli przez internet. Wyjeżdżam 4:30, po przejechaniu 418 km jestem w Krasnymstawie w umówionym miejscu przed czasem, bo Warszawa okazała się łaskawa i pozwoliła szybko przejechać. Pierwszy telefon od Stacha - nie będę na czas, bo pociąg z Warszawy ma 2 godz opóźnienia. Trudno, czekam, przecież jesteśmy umówieni. Łażę po mieście, mija południe, siedzę przy fontannie w parku i następny telefon - przepraszam, wracam do Warszawy, nie czekaj na mnie - nie dojadę.
 Teraz mózg mi się grzeje, co robić ? Pierwszy odruch - wracam. Później opór, włożyłem w ten plan za dużo energii, przejechałem pół Polski. Bunt, czuję się oszukany. Jednak nie odpuszczę, spróbuję sam.
 Jadę do Nielisza na pierwszy most za zaporą. Zjeżdżam na pobocze, jedzie facet rowerem, nie tylko pomaga mi zdjąć kajak, ale mieszka obok i stawiam samochód na jego posesji. 
 Późno już, ale ruszam na samotne pływanie. 
 Dokucza żar, chcę się przebrać, żeby bardziej ochronić się przed słońcem. Staję na zakręcie, wychodzę z kajaka i ... wpadam po kolana w błoto, jestem utytłany w błotnistym mule. Jak teraz wsiąść do kajaka? Widzę opodal konar sterczący nad wodą. Brnę przez to błoto z trudem i zapadam się jeszcze głębiej. Na konarze utytłany jestem już łącznie ze spodenkami. Mam ostrzeżenie, żeby Wieprza nie lekceważyć. Już wiem, że nie da się wyjść na brzeg i muszę nocować na pierwszej przenosce w Tarnogórze. Dalej nie popłynę. Stawiam namiot przy zadaszeniach na prawej odnodze i przede wszystkim muszę doprowadzić się do normalnego stanu - zmyć z siebie ślady błota.
 Następny dzień zaczynam wcześnie, to taki odruch od zawsze, kiedy pływałem sam. Przenoszę swoje bambetle, albo jak kto woli manele przez drogę, kajak przeprowadzam na lewą odnogę, bo tędy łatwiej go przenieść i czekam na kogoś, kto mi w tym pomoże. Rano wszyscy się spieszą do swoich obowiązków, śmigają na rowerach, ale z czwartym zatrzymanym przenosimy kajak. Daję dwa piwa.
- Pan dołoży jeszcze jedno, żeby dzień dobrze zacząć.
Dostaje trzecie.
 Całe szczęście, że czekając na Stacha przed dużym centrum handlowym w Krasnymstawie, gdzie Biedronka i Tesco egzystują pod jednym dachem, obok siebie, kupiłem dodatkowy czteropak tej waluty.
 W Krasnymstawie za mostem usiłuję wyjść na brzeg i powtarza się dokładnie taka sama błotna historia jak wczoraj. Muszę kupić zapas wody, bo przy tym upale, to ważniejsze niż piwo. Wyjść na brzeg nie sposób, korzystam z tego, że na schodach amfiteatru ? młodzieniec głuszy młodziankę. Kiedy obiecuję, że za przyniesienie wody może coś sobie kupić - ona krzyczy:
- Dawid - dla mnie też piwo ! 
Ja mam wodę, oni piwo.
 Sprawdzam, przede mną jeszcze 24 km do zapory Wieprz-Krzna. To miejsce wyznaczam sobie na dzisiejszy cel. Z reguły przy budowlach hydrotechnicznych jest możliwość wyjścia na brzeg i przenocowania.
Wreszcie dopływam do zapory. Po drodze musiałem przepłynąć pod zwalonym drzewem, później na dłużej zatrzymał mnie zator śmieciowy. To najgorszy widok na rzece z możliwych. Bo powalone drzewo jest efektem działania przyrody, to co mnie zatrzymało sprawili ludzie. Trudność pokonania takiej przeszkody polega głównie na tym, że nie ma punktu podparcia, zaczepienia.
 Jazy na zaporze Wieprz - Krzna są dwa, prawy reguluje przepływ wody na Krznie lewy na Wieprzu, oba są zamknięte. Pech, czeka mnie przenoska. Próbuje wyjść na prawy brzeg, bliżej jazu na Krznie, gdzie stoi siedziba operatora. Wpadam w błoto prawie do pół uda. Do kajaka już nie wejdę, decyduję się przepłynąć na przeciwny brzeg ciągnąc kajak. To zaledwie 8-10 m. Ale ten drugi brzeg jest zarośnięty wysoką trzciną do samego jazu. Wyciągam się z błota ciągnąc za trzciny, wyłażę wreszcie na brzeg. Żadnej ścieżki, nikt od dawna się tędy nie przenosił. Przedzieram się przez haszcze wyciągając z wody kajak. Przy ogrodzeniu i furtce wydeptuję miejsce, gdzie stawiam na namiot. Następny problem - muszę się umyć, ale jak ? Za jazem też jest błoto a więc wychodząc z rzeki i tak się ubrudzę. Mam składane wiaderko, łączę obie cumy - przednią i tylną pomocną przy przenoskach, do tego dowiązuję linkę asekuracyjną wiosła i wreszcie z pomostu jazu sięgam wodę. W nocy pada deszcz, namiot stoi byle jak, ale noc przetrwaliśmy w dobrej kondycji.
 Rano budzą mnie żurawie krzyczące na łąkach za namiotem. Prawie wszystko mam spakowane i załadowane, jestem przygotowany do zejścia najpierw w otchłań błota a później na wodę.
 Przyjeżdża rowerem operator jazów i patrzy na mnie podejrzliwie. Wyglądam pewnie dziwnie. To skutek ukąszeń owadów, wszystkich, jakie tu żyją a nie tego, o czym on w pierwszej chwili pomyślał. W tym roku nikogo z kajakarzy nie spotkał na zaporze.
Już rano żar się leje z nieba, pan proponuję:
 - Zrobię panu kawy.
Siadamy i gadamy.  
 - Ma pan szczęście, bo dostałem smsa i musiałem przyjechać, żeby zmniejszyć wodę na Krznę a więcej puścić na Wieprz. Gdyby pan był wczoraj, ale wcześniej, to bym panu na chwilę otworzył jedną zasuwę, a te ... (wypikane) i tak by się nie zorientowali. Bo teraz wszystko działa automatycznie i jakby dyżurny zauważył, że mu woda wzrasta na Wieprzu, to by robił alarm.
 - Panie - kiedyś ludzie trzymali krowy, które wypasali na tych łąkach, teraz mleko kupują w sklepie. Łąki zarośnięte po pas, panie, a robactwo gryzie okropnie co może, jak ma okazję.
 - Błoto takie się zrobiło, bo woda opadła. Kiedyś byś pan wyszedł normalnie.
 W to ostatnie wyjaśnienie nie bardzo wierzę. Może by sią dało podpłynąć bliżej brzegu, ale rzeka ma po prostu takie muliste koryto.
 Zaporę Wieprz- Krzna w Borowicy oddano do eksploatacji w roku 1958!! W tych siermiężnych czasach nikt nie przewidział, że kiedyś tędy ktoś będzie pływał rekreacyjnie kajakiem. Inne były wtedy priorytety.
 Pytam czy pomoże, bo chciałbym odpłynąć bez brodzenia w błocie.
Siadam do kajaka na brzegu przed błotem a on mnie spycha na wodę. Ale kajak ugrzązł w błocie. Czekam - przynosi długi bosak i ostrożnie mnie spycha na tyle daleko, że mogę odpłynąć.
 Z soboty na niedzielę przyszła niewielka burza i trochę popadało. Stałem już na łączce - nareszcie błoto ustąpiło. Ale w nocy obudził mnie grom. Następna burza, strugi deszczu, niebo przecinają błyskawice, jasno jak w dzień. Wiatr targa namiotem, w porywach tropik łopocze tak, że za chwilę go porwie. Musiało powyrywać szpilki. Mam dodatkowe szpilki i dwa śledzie. Rozbieram się, deszcz siecze po plecach, zimno. Mocuję namiot na wszystkie odciągi a mocniejsze śledzie daję od strony wiatru. Wracam do namiotu, wycieram się jak po prysznicu i za chwilę jest sucho i ciepło. Ale w porywach wiatr ma taką siłę, że namiot chyba tego nie wytrzyma. Strach. Nie będę miał żadnej ochrony przed żywiołem. Nie śpię, podtrzymuję od wewnątrz aluminiowy stelaż, tam gdzie się krzyżują maszty. Maszty są prowadzone w tunelach i chyba to mnie ratuje przed całkowitą zagładą. Gdybym miał starszy namiot z narzucanym tropikiem, tej nawałnicy by nie przetrzymał. Stelaż musiałby pęknąć albo się złożyć.
 Słyszę  trzask i łomot. Rano okazało się, że na drugim brzegu złamało się drzewo.
 Nie piszę powieści, więc resztę spływu przemilczę. Jednak muszę jeszcze wspomnieć innego przyjaznego i młodego człowieka. Mirek ułatwił mi zakończenie spływu na wypożyczalni w Dęblinie i powrót do domu.
Może ten wpis powinien mieć w tytule błoto? Tak się o nim rozpisałem. Ale tylko dlatego, żeby innym zasygnalizować, że to niby błahy,  ale jednak poważny problem na środkowym odcinku Wieprza. Tym spływem Wieprz "wykończyłem", bo górny odcinek przepłynąłem w roku 2013.
Na zakończenie o zdjęciach. Znów ich prawie nie będzie. To drugi spływ, na którym nie mogłem ich robić. Wydaje mi się, że wiem już dlaczego. To chyba akumulator dokonał żywota. Zamówiłem nowy.

Foto

Podziel się
oceń
1
0



Więcej na ten temat


piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  89 942  

O mnie

Lubię turystykę kajakową,
fotografię i podróże.
GG:2290554

O moim bloogu

Zapiski od roku 2009 wpisy początkowe  więcej...

Zapiski od roku 2009 wpisy początkowe  wpisy

 

Moje filmy

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 89942

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930