Bloog Wirtualna Polska
Są 1 253 664 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kajakowa armada

środa, 05 sierpnia 2015 11:51
Skocz do komentarzy

Album foto  filmik

 

500 kajaków. Taka zapowiedź elektryzuje. W tym roku od Drohiczyna ruszy trzecia edycja spływu pod zawołaniem 500 kajaków na 500 lecie woj. podlasiego.
 Bug łącznie z odcinkiem granicznym przepłynąłem w roku 2010 pokonując trasę ponad 600 km. Wtedy w Drohiczynie nie byłem, zatrzymałem się tylko, żeby w restauracji "Stara Baśń" zjeść obiad. I do dziś pamiętam niesmak, po tym jak i co mi tam podano. Dziś, po 5 latach tego miejsca również nie polecam. Atutem jest tylko lokalizacja nad samą rzeką. Ceny (zaguby 4 szt - 25 zł)  jakość, obsługa i nazwa ze Starą Baśnią nie mają NIC WSPÓLNEGO. 
 Stawiam Zbyszkowi warunek, że zaczynamy z Niemirowa, czyli miejsca, gdzie Bug przestaje być rzeką graniczną (do Drohiczyna bagatela 50 km), dalej płyniemy dwudniową wersję spływu "500 kajaków" z Drohiczyna do Nuru a kończymy w Wyszkowie. Razem ok 180 km.
 W Drohiczynie spotykamy się w czwartek po południu. Rozstawiamy namioty i idziemy do miasteczka. Wędrówkę kończymy u Ireny.
 Hi-hi - tak się nazywa pensjonat, który oferuje całą gamę lokalnych dań, oczywiście głównie z ziemniaków. To miejsce polecam, bo jest tu smacznie i taniej, chociaż miejsce wystrojem nie powala. Zamawiam babkę ziemniaczaną i pyszne kraszone kartacze. Intryguje mnie nazwa zaguby, której do tej pory nie znałem. Jest to przyprawiony farsz ziemniaczany zamknięty w cieście naleśnikowym na wzór pierogów. Jeżeli komuś bardziej zależy na wystroju niż jedzeniu, to ma niedaleko "Przy Katedrze", albo "Zamkową". Drohiczyn ma również Górę Zamkową, z której rozpościera się szeroki widok na rzekę. I tylko historycy wiedzą skąd wywodzą się te nazwy związane z zamkiem, bo śladów po nim nie ma żadnego. Jest natomiast bunkier - pozostałość z drugiej wojny światowej po tzw linii Mołotowa. Jest też okazała siedziba biskupa a skoro tak, to musi być katedra. Obok jest seminarium duchowne, cały ten kompleks robi wrażenie. Oprócz innych kościołów katolickich jest też prawosławna cerkiew, których na Podlasiu jest wiele.
 Wracamy do swoich apartamentów, przeładowujemy mój kajak na samochód kolegi i zalegam w swoim namiocie zmęczony po podróży. Musimy rano wstać, żeby przewieźć oba kajaki do Niemirowa, tego samego dnia - w piątek dopłynąć do Drohiczyna i wrócić do Niemirowa po samochód kolegi. Noc okropna, chociaż Zbyszek wybrał bardzo dobre miejsce na biwak, jednak libacje z prawej i z lewej nie pozwalały zasnąć.
 W Niemirowie schodzimy na wodę  już o godz  7:20. Płyniemy szybko do godz. 11:00. Zaczyna wiać oczywiście w twarz, później wiatr tylko się wzmaga. Płynąć bardzo trudno, kajak skacze na falach, wiatr w porywach wyrywa wiosło z rąk. Z przyrodą nie wygrasz, pamiętam niedawny Wieprz. Wiatr przychodzi falami. Gdy wieje, staram się, żeby mnie nie znosiło, gdy cichnie wtedy - cała naprzód. Mijamy Serpelice, jestem zawiedziony, bo przy brzegu cumuje tylko jakaś miniaturowa replika bocznokołowca. Tych dużych dwupokładowych, na które za Serpelicami napadał uzbrojony pirat już nie ma. Obserwowałem to z łąki, gdzie kiedyś biwakowałem płynąc Bugiem granicznym. Pasażerowie musieli się wtedy wykupić. Dostawali za to jadło i napitek, który przygotowywał pirat na sygnał przesłany przez CB radio. Napitku musiało być dużo, bo jak wracali do Serpelic to już rozochoceni, rozbawieni i przy chóralnych śpiewach a głośniki ryczały, aż się trawa prostowała - ... parostatkiem piękny rejs.
 O innym parostatku będzie później. Myślę, że te słynne kiedyś "wynalazki", budowane wg. własnych pomysłów oparte na dwóch kadłubach nie uzyskały certyfikatów uprawniających do żeglugi śródlądowej i dlatego zniknęły, zaginął też serpelicki folklor. Tak było kiedyś.
 Dziś zmagamy się z żarem (na termometrze w słońcu 48º C), porywami wiatru i mieliznami. Tak niskiego stanu wody dawno nie było nie tylko na Bugu. Trzeba nawigować uważnie, przewidując, którędy pójdzie główny nurt. Pływamy od brzegu do brzegu szukając przejścia na przemiałach. W pewnym momencie uświadamiam sobie, że nie mogłem w kamieniste podłoże wbić szpilek - namiot nie jest dobrze umocowany. Denerwuję się, bo jest bardzo prawdopobodne, że wicher go porwał.
 Dopływam o godz. 15:30 i szybko sprawdzam, czy mam jeszcze gdzie przenocować. Ulga. Mój namiot stoi, namiot kolegi leży w krzakach.
 W sobotę od rana różne firmy zaczynają zwozić kajaki na plażę za naszymi namiotami. Strażacy zamykają dojazd do plaży. Weryfikacja uczestników, losowanie kajaków, rozdanie koszulek, identyfikatorów, witam się z Kasią i Marcinem, pamiątkowe zdjęcia, jest też lokalna TV. Bez zbędnych przemówień komandor daje sygnał do odpłynięcia.
 Od 3 lat spływ jest organizowany pod hasłem 500 kajaków. Liczba uczestników rośnie, bo spływ robiony na bogato przez Rafała Siwka nabiera coraz większego rozgłosu. Wierzę, że za kilka lat tyle kajaków wystartuje. W tym roku płynie 235 osad. Wracam na nasz pomost, do swojego kajaka, skąd lepiej widać całą kajakową kawalkadę. Widok robi wrażenie. Zbyszek jak chart wystartował do walki o palmę pierszeństawa i na mecie zameldował się na szóstej pozycji. Ja odpływam jako ostatni za motorówką straży pożarnej i służbą medyczną.
Po dopłynięcu do Grannego jako jedyny stawiam namiot nad rzeką. Wszyscy inni z wersji dwudniowej wloką się pod górę i stawiają namioty w Nadbużańskim Centrum Turystycznym. Tam biesiadujemy. Duże ognisko okupują amatorzy pieczonych kiełbas, na innych czeka bigos, żurek z jajkiem, bułki, smalczyk, kiszone ogórki, kawa, napitki. Płacić trzeba tylko za piwo. I do tego gra wiejska kapela. Wieczorem jednodniowych oraz tych, którzy wynajęli kwatery w Drohiczynie odwożą autokary. Ja wracam nad rzekę. Decyzja znakomita - spokojnie śpię daleko od gwaru, przy wtórze szumu rzeki na mieliźnie.
 Rzeka tak bardzo opadła, że odsłoniła fragmenty dawnej przeprawy napoleońskiej (zdjęcia i opis w internecie). Szkoda, że o tym dowiedziałem się dopiero po powrocie do domu a spałem tuż obok. Rano mija mnie facet i z tej przeprawy łowi ryby. Po pewnym czasie, przy wtórze kościelnych dzwonów od wsi idzie młoda kobieta i się rozgląda. Domyślam się, że szuka pewnie tego faceta, który wędkuje za mną.
Zagaduję.
 - Szuka pani męża? 
Pani odpoawiada:
 - Nie, męża już mam.
 Rano idę na śniadanie jeszcze bogatsze niż wczorajszy poczęstunek. Drugi etap płynie ok 80 kajaków. Spływ kończy się przed mostem w Nurze. Nad nami brzęczy dron z kamerą. Wracamy spływowym autokarem do Drohiczyna i przeprowadzamy nasze samochody do Nura. Jutro płyniemy dalej już tylko we dwójkę i czeka nas długi etap.
 Odpływamy rano, kiedy jeszcze tak nie praży słońce. Musimy płynąć w koszulach z długim rękawem, ciągle moczę kapelusz, płynę w moskitierze - to daje trochę ochrony przed słońcem. Mijamy mosty Małkini, zatrzymujemy się w Broku. W "Rybce" jemy obiad. Zamówiłem oczywiście zupę rybną, (9 zł) i znakomite okonie. Niestety z frytkami. Każda zupa rybna to niewiadoma, każda smakuje inaczej, zależy od regionu, gdzie jest gotowana.
 Teraz będzie znów o parostatku a właściwie o wraku zatopionego w Bugu parowca. Muszę się przyznać, że nia miałem racji, twierdząc, że został wydobyty z rzeki. Taką próbę podjęto w roku 2006, oraz 2012. Teraz niska woda odsłoniła kocioł i zniszczone koło napędowe (reszta zdjęć w albumie). Do mnie najbardziej trafia wersja, że jest to jednostka z tzw. ftotylli pińskiej, którą sformowano w 1919 roku. Okoliczności zatopienia tego "okrętu" do dziś nie są wyjaśnione.
Wymęczeni słońcem stajemy na nocleg już o 17:00. Miejsce niezbyt dobre, na skarpie, ale zacienione. Stawiam tylko namiot, bo to zawsze najważniejsze, resztę czynności odkładam na później, idę się zamoczyć i odpoczywam w cieniu. Przepłynęliśmy 52 km, ale zmogło nas słońce a nie dystans.
We wtorek mijamy prom w Brańszczyku, szerokie i żwirowe ujście Liwca, Kamieńczyk, most obwodnicy Wyszkowa. Kończymy w Wyszkowie za mostem na miejskiej plaży.
 Przepłynęliśmy 187 km

 Album foto  filmik

 

Podziel się
oceń
3
0


piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  89 954  

O mnie

Lubię turystykę kajakową,
fotografię i podróże.
GG:2290554

O moim bloogu

Zapiski od roku 2009 wpisy początkowe  więcej...

Zapiski od roku 2009 wpisy początkowe  wpisy

 

Moje filmy

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 89954

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930