Bloog Wirtualna Polska
Są 1 253 664 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Po morskich wodach wewnętrznych

niedziela, 06 września 2015 13:13
Skocz do komentarzy

Album foto


Ten rok jest szczególny, upalny i suchy. W rzekach jest bardzo mało wody i dlatego zaproponowałem trasę, żeby popłynąć może prawie na morze. 
Tym bardziej, że z Zalewem Wiślanym miałem niedokończone porachunki. 

Morskie wody wewnętrzne - to brzmi dziwnie, ale należy do nich Zalew Wiślany. Oprócz niego takimi morskimi wodami są część Zatoki Gdańskiej, Zatoki Nowowarpińskiej i Zalewu Szczecińskiego. Definicja tego określenia jest dostępna w internecie. Również tam można znaleźć inne informacje - nawiązuję tu do wpisu o Bugu i potrawy o nazwie zaguby. 

 Pierwszy dzień zaczyna się fatalnie. Intensywnie pada, droga S7 do Elbląga jest zablokowana, bo wywróciła się cysterna z olejem napędowym. Objazd, korek potworny. Do Elbląga dojeżdżamy z ogromnym opóźnieniem. Ciągle pada. Decyzja - dziś nie płyniemy.  Zmieniamy plany, jedziemy z Elbląga nad Nogat na miejsce odosobnione i doskonale nam znane. Odstawiamy samochody a kiedy wreszcie przestaje padać zasiadamy przy ognisku. 
 Obserwujemy jak pchacz po przepłynięciu przez śluzę Gdańska Głowa i Szkarpawę wprowadza barkę w Kanał Jagielloński. Po obu stronach ma po ok 0,5 m wolnej przestrzeni. Zmaga się z nurtem, musi uwzględniać wiatr. Wykonuje kilka manewrów wstecz i długa barka wchodzi pod mostem w kanał.
 Nazajutrz w ten kanał wpływamy my, mijam znajomą przepompownię w Bielniku Drugim, gdzie kiedyś nocowałem płynąc pętlę z Brodnicy do Brodnicy - opis. Dopływamy do rzeki Elbląg, wita nas wysoka, przytłaczająca, szara budowla. Tym razem skręcamy w lewo - na tor wodny prowadzący z portu w Elblągu do Rosji a rzeka Elbląg jest jego fragmentem. To ma swoje konsekwencje - obowiązek stosowania się do przepisów. Na szczęście mija nas tylko duży żaglowiec a my przez pierwszy przesmyk uciekamy z toru wodnego. 

 Jesteśmy na Zalewie Wiślanym. Woda spokojna, jak na jeziorze, tylko z długą falą. Mijamy Nadbrzeże z nową stanicą i charakterystycznym kominem, później Suchacz. Zatrzymujemy się w Kadynach. Zbyszek rusza na piwo, ja się kąpię, bo upał nieznośny a woda przeźroczysta. Niczego nadzwyczajnego tu nie ma - osłonięte wejście do portu jachtowego, parasole trzcinowe dla wypoczywających i parasole piwne obok mini baru.
 Płyniemy szybciej niż zakładałem, więc przeskakujemy port w Tolkmicku i szukamy miejsca na nocleg. Trzeba pamiętać, że ogromna cześć brzegów Zalewu jest niedostępna, zarośnięta trzcinami i sitowiem. Znajdujemy dogodne miejsce za Tolkimickiem i stawiamy namioty. Kilka metrów od nas biegną tory dawnej Kolei Nadzalewowej. Zachęcam do przeczytania odpowiedniego fragmentu na podanej stronie, bo to ciekawa historia.
 
 Następnego dnia upał od rana. Zatrzymujemy przy Świętym Kamieniu, żeby go obejrzeć i się ochłodzić. Na brzegu, koło torów stoi tablica z opisem tego miejsca. Informacje te są na jednym ze zdjęć w albumie. Teraz płyniemy do widocznego stąd Fromborka oddalonego o 7 km. Dobijamy koło mola i kajaki budzą zainteresowanie spacerujących. Częściej bowiem tu można spotkać jachty niż kajaki. Zatrzymujemy się na dłużej. Po wyjściu z uliczki portowej uwagę zwraca wysoki pomnik Kopernika. Idziemy zobaczyć bazylikę i jej otoczenie, którą obserwowaliśmy z wody. Jest niedziela, wszędzie mnóstwo turystów, również z Niemiec. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę historię tego miasta. Dziś mało kto pamięta, że od roku 1963 Frombork odnawiali polscy harcerze w ramach wakacyjnych akcji - Operacja 1001 Frombork. Wracając siadamy w jednej z licznych smażalni ryb i zamawiamy smażonego dorsza. W końcowej części mola jest morskie przejście graniczne dla osób chcących popłynąć na wycieczkę do Kaliningradu lub dokonać odprawy jachtów przed wpłynięciem na wody rosyjskie. Odpływamy z Fromborka, ale woda już nie jest taka spokojna. Chcemy dopłynąć do Nowej Pasłęki i musimy płynąć bokiem do fal, robi się coraz trudniej, bo wiatr od Bałtyku się wzmaga. Kiedy niektóre fale osiągają taką wysokość, że wlewają się do kajaka, przerywamy pływanie i lądujemy a właściwie fala wyrzuca nas na brzeg w Różańcu. Do Nowej Pasłęki zostało 3 km i widać już falochrony portu. Ja stawiam namiot za pasem trzcin, które łagodzą trochę podmuchy wiatru. Plażowicze się rozchodzą, zostajemy sami. Łoskot rozbijanych o brzeg fal towarzyszy nam do wieczora. Umawiamy się, że wstaniemy jutro o 5 rano i przepłyniemy na drugą stronę Zalewu - na Mierzeję Wiślaną. Kiedy się rozwidnia budzę Zbyszka i wychodzimy z namiotów. Pogoda pokrzyżowała nasze plany, bo wysokie fale ciągle rozbijają się o brzeg. Nad Elblągiem widać ciemne chmury, gdzieś nad Bałtykiem jest burza, słychać grzmoty.  Wracamy do namiotów - pływanie w tych warunkach jest niemożliwe. Sytuację pogarsza jeszcze deszcz i gwałtowne porywy wiatru, który zawsze towarzyszy burzom. Ale o dziwo wszystko to nie trwa długo, deszcz przestaje padać ok godz. 8 a wiatr osłabł i falowanie się zmniejszyło. Trzeba to wykorzystać. Szybko się zwijamy nie bacząc, że namioty jeszcze nie wyschły. Odpływamy obierając kierunek na majaczącą w oddali wieżę radarową stojącą po drugiej stronie Zalewu - na Mierzei Wiślanej. Wkrótce po odpłynięciu słychać potężny warkot i widać migające światła czegoś, co szybko się do nas zbliża od strony granicy rosyjskiej. Uciekamy z jego kursu ile sił w rękach. Okazuje się, że to duży poduszkowiec, może turystyczny, który zastąpił dawne tzw. wodoloty? Przepłynął między nami a brzegiem i co ważniejsze, nie spowodował żadnych fal. Tych i tak mieliśmy coraz więcej im dalej byliśmy od brzegu. Gdzieś, może w połowie trasy fale były na tyle duże i mocne, że kajak zaczęło nosić. Nic nie dawało wiosłowanie, kiedy nadchodziła wysoka fala, to ona ustawiała kajak, tak jak chciała. I tak zamagajac się z przeciwnościami powoli zbliżaliśmy się do Mierzei. Wieża robiła się coraz większa i bliższa, aż w końcu widać już było obracającą się antenę. Dopłynęliśmy do miejsca oddalonego od granicy rosyjskiej o 800m. Do brzegu nie mogliśmy jednak dobić, bo porastał go pas trzcin. Teraz zmieniamy kierunek, wiatr mamy w plecy i płyniemy wzdłuż Mierzei w kierunku portu w Piaskach. Zaglądamy do portu, który służy głównie rybakom. Kąpiemy się i odpoczywamy przy klifie. Teraz przed nami długi odcinek do Krynicy Morskiej. Wpływamy do portu, żeby zobaczyć miasto i jego portową część od strony wody. Na nocleg stajemy w miejscu, gdzie kiedyś nocowałem samotnie. Opadła mnie wtedy rodzina dzików. Stawiamy namioty i idziemy do miasta. Krynica szybko się zmienia. Wybudowano nowy, duży port jachtowy, przybyło pensjonatów, inne są w budowie. Z dawnej wsi rybackiej zrobił się prawdziwy kurort. W Strzechówce, restauracji z dobrą opinią, zamawiam turbota - szlachetną rybę przypominającą flądrę. Ryba bardzo smaczna, dobrze usmażona, jednak trzeba się trochę napracować, bo ości ma dużo. Zbyszek ma mniej roboty, bo zamawia schabowego. Mieliśmy zatrzymać się tu na jeszcze jeden dzień, jednak prognozy sugerują zmianę pogody, więc odpływamy następnego dnia. Mijamy Skowronki, to właśnie tu najlepiej przetransportować kajki na odległość 300m, żeby zrobić pętlę z Gdańska do Gdańska wypływając na Bałtyk a później wrócić przez Zalew. Dopływamy w pobliże Kątów Rybackich i prowadzę do wejścia na Wisłę Królewiecką. Po drodze mijamy zwodzony most w Sztutowie a przed nim jest duża przystań. Płynę dalej do Rybiny. Upał nie do zniesienia, wreszcie widać upragniony most zwodzony. Za nim Wisła Królewiecka łączy się ze Szkarpawą, na której jest drugi, podobny most. Zatrzymujemy się na nowej przystani wodnej. Kiedy byłem tu w roku 2013 trwały prace ziemne przy jej budowie. Przy nabrzeżu są ławeczki, pomyślano o kajakach i całego brzegu nie wybetonowano a na brzegu, w nawiezionym piasku bawią się dzieci. Są oczywiście stanowiska dla większych jednostek z dostępem do wody, prądu. W budynku są sanitariaty i umywalki. Biwakować można bez opłat.
 Następnego dnia rzeczywiście od rana pada deszcz, ale później się przejaśnia i znów szybko się zwijamy nie susząc namiotów. Teraz płyniemy Szkarpawą. Na moment zaglądam na Tugę, którą kiedyś dopłynąłem do Nowego Dworu Gdańskiego. Przed Osłonką wtedy stał sznur chyba jakiegoś pływającego rurociągu, dziś już go nie ma. Jest natomiast nowa przystań wodna. Przy przepompowni w Osłonce, która pełniła wtedy funkcję przystani zupełnie pusto. Za Osłonką woda się rozlewa, zaczyna a właściwie kończy się Nogat a uprzejmy wędkarz pokazuje kierunek płynięcia. Można się tu pogubić. Pamiętam, że stały tu tablice naprowadzające na Nogat albo na Zalew. Dziś urządzenia gps są tak powszechne i chyba uznano, że są zbędne. Znów jest bardzo gorąco więc na odpoczynek zatrzymuję się przy dawnej przeprawie promowej w Kępinach. Jeszcze kilka km wzdłuż drogi i zamykamy pętlę w dłuższej wersji, bo przez Rybinę. Dopływamy 2 września do miejsca, skąd odpłynęliśmy. Jesteśmy zmęczeni i jest już późno, żeby wracać do domów. Wieczorem przy ognisku robimy zakończenie sezonu.
 Z Zalewem się rozliczyłem. Naśladowców jednak przestrzegam, że nie jest to łatwy akwen do pływania i trzeba zachować czujność a przede wszystkim zdrowy rozsądek, bo warunki tu zmieniają się gwałtownie. Ale da się go opłynąć.
 Dla mnie ten sezon był rekordowy ze względu na ilość przepłyniętych kilometrów.

Album foto

Podziel się
oceń
4
0


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 01 kwietnia 2017 6:46

    Ciekawa wyprawa Podpisuję się pod tym co napisał poprzednik

    autor Krzyś

  • dodano: 17 października 2015 12:06

    Dziękuję za opis. Zawsze chciałem taką wyprawę zaliczyć. ale kończy się na chęciach bo możliwości ograniczone.
    Trafiłem tu przez przypadek, oglądając zdjęcie promu na Warcie.
    Super ,ze są ludzie którzy tak opisują swoje wędrówki i którzy mają taką pasję.
    Zatrzymam się tu na dłużej, czytając Twoje wędrówki, ich opisy i oglądając zdjęcia.
    Pozdrawiam
    Waldemar
    ps
    Licznik pokazuje ponad 66tyś, czyli jest wielu zainteresowanych ;)Twoimi wpisami

    autor Walpoz

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  89 947  

O mnie

Lubię turystykę kajakową,
fotografię i podróże.
GG:2290554

O moim bloogu

Zapiski od roku 2009 wpisy początkowe  więcej...

Zapiski od roku 2009 wpisy początkowe  wpisy

 

Moje filmy

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 89947

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930