Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 625 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Rzeka ze źrebakiem w rodowodzie

niedziela, 06 czerwca 2010 22:40
Skocz do komentarzy

19 maja 2010.   Rozmawiałem ze Zbyszkiem o przesunięciu terminu spływu. Byliśmy umówieni na 24 maja, ale na południu Polski jest powódź, w środkowej Polsce poziom wód gwałtownie wzrasta. Na Orzycu jeszcze nie głoszono stanu alarmowego, ale woda się ciągle podnosi.
31 maja 2010.   Najwyższy stan na Orzycu w punkcie pomiarowym w Makowie Maz. zanotowano w dniu 21-05-2010 rano, kiedy poziom wody wzrósł do 324 cm (przy średnim stanie wód SSW=183 cm) a przepływ do 24,6 m3/s (dla porównania w dniu 5-05-2010 przepływ 5,84 m3/s).
3 czerwca 2010.   W dniu 2-06-2010 o godz 19:00 w Makowie Maz. automatyczne urządzenie pomiarowe zanotowało poziom 403 cm i przepływ 92,6 m3/sek. To skutek gwałtownych opadów i powód drugiego wezbrania wód.
W poniedziałek 7 czerwca wyjechałem na spływ rzeką Orzyc.

   Orzyc to rzeka typowo nizinna, prawy dopływ Narwi o długości 146 km. Wypływa z bagien na wschód od Mławy, płynie przez Równinę Kurpiowską i Wysoczyznę Ciechanowską a do Narwi uchodzi poniżej wsi Przeradowo. Ta wieś, jedyna na szlaku, nosiła ślady walki z tegorocznym żywiołem.
Nazwa rzeki wywodzi się od małego konika - źrebaka, po kurpiowsku nazywanego orzyc (duży koń to orz, rzeka Orz jest lewym dopływem Narwi)
Jako miejsce startu wybrałem Janowo


mając niewiele informacji na temat rzeki, (te, które znalazłem opisywały niższe jej fragmenty). Więc wcześniej swoim sposobem przygotowałem opis szlaku. Przejeżdżając przez most w Janowie z ulgą zobaczyłem, że jest to prawdziwa, szeroka już rzeka a nie rów (w innych "suchych" latach na pewno będzie wyglądała inaczej)
 Po rozstawieniu samochodów, przygotowujemy się z Zibim do odpłynięcia. I jak na Liwcu mamy deszcz a tu dodatkowo burzę.
Chowamy się pod mostem przed deszczem, kiedy słabnie - odpływamy o godz 14:45, żeby za 120 m dopłynąć do pierwszego jazu widocznego spod mostu.


Stawidło opuszczone było nisko nad wodą, kajaki musieliśmy przenieść. Nie wiemy jeszcze, że takich jazów i progów (te ostatnie - to katarakty wg nazewnictwa Zibiego) czeka nas bardzo dużo.
Bardziej szczegółowo opiszę tylko następną zastawkę.
Przed dopłynięciem do niej zrobiłem zdjęcie zamieszczone niżej, Zibi był już za uskokiem i to mnie uspokoiło.

A wyglądała tak niewinnie.
 To ostatnie zdjęcie przed zalaniem aparatu


Kiedy byłem bardzo blisko progu, zobaczyłem, że spadek jest znaczny, fale poniżej kłębiły się naznaczone białymi grzywami. Spłynąłem - kajak zanurkował, do kokpitu wlała się górą woda. Po wyjściu z odwoju zacząłem wylewać wodę, wcześniej wyciągając zalany aparat foto i rejestrator trasy a z rzeki utrzymującą się na powierzchni bluzę. To dlatego z Orzyca nie będzie zdjęć, zemścił się brak przestrzegania zasad, że już od startu wszystko powinno być zabezpieczone i na swoim miejscu. Tzw. dekiel, który osłania kokpit przed deszczem, fala wyrwała spod przedniej siatki i już go nie odzyskałem.
Jazów i progów na Orzycu w górnym jego biegu jest wiele. Pierwszego dnia stałych przeszkód na przestrzeni 14 km było co najmniej 12, bo tyle się wspólnie doliczyliśmy. Część z nich pozwalała na spłynięcie, nie zakładałem nawet fartucha, nabierałem w kontrolowany sposób trochę wody lub kajaki przenosiliśmy albo spławialiśmy. Na biwak wybrałem łączkę pod sosnowym młodnikiem za wsią Wasiły. Okazało się, że rośnie na niej bardzo dużo pieczarek, które skrzętnie wyzbieraliśmy. Wieczorem na małym ognisku zostały przyrządzone we własnym sosie, bardziej jako atrakcja niż posiłek.
Następny dzień okazał się jeszcze trudniejszy, straciłem rachubę przeszkód. Spływanie progów łatwiej przychodziło Zibiemu, bo płynął w dłuższym, dwuosobowym kajaku. Ja na jedynce, bardziej niż on nurkowałem. Od miejscowości Chorzele zaczyna się oznakowanie kajakowego szlaku rzeki Orzyc, ale szybko się okazało, że nie warto z niego korzystać. Na skraju miejscowości Chorzele jest jaz z bardzo uciążliwym przenoszeniem kajaków i mija się z celem rozpoczynanie spływu w tym miejscu, szczególnie, jeżeli są to większe grupy. Wiele razy tablice informujące o przeszkodach i sposobie przeprawiania się są błędne, później nie zwracaliśmy na nie uwagi, prowadziliśmy własne rozpoznanie. W Łęgu pod mostem można płynąć swobodnie, tablica o przeszkodzie wprowadza w błąd.
Wysiłek fizyczny związany z przenoszeniem kajaków, czyli zwyczajne zmęczenie szybko dało sygnał do szukania biwaku. Całe szczęście, że pogoda nam sprzyjała, bo poszukanie miejsca na nocleg nie było sprawą prostą. Zaczęły się podtopienia łąk i charakterystyczna, nie najmilsza woń gnijącej roślinności.
Szukając miejsca na postój, najpierw próbowaliśmy na łące, ale okazało się, że jest gęsto usłana tym, co wychodzi z drugiej strony krowy. Następna łąka wyglądająca na suchą okazała się mokradłem, zdesperowani chcieliśmy się zatrzymać pośród zabudowań, ale do odwrotu zmusiły nas dwa wielkie, ujadające psy.
Płyniemy do następnego jazu, zwykle jest tam możliwość przenocowania. Ten za Drążdżewem okazał się otwarty, ale zatarasowany okropnym śmieciem. Nie umożliwił noclegu, nie pozwolił na przepłynięcie, musieliśmy się przenosić. Nastaje wieczór, zbliża się godz. 20, może uda się zanocować przy moście w Przytułach. Nie udało się. Wiem, że za wsią jest kładka, spróbujemy tam. Przecież jakoś na nią ludzie muszą wchodzić. Płyniemy, widać kładkę i przed nią nieznaczne wzniesienie i zabudowania po drugiej stronie rzeki. Zmęczeni, umordowani, zmoczeni od licznych skoków na progach prosimy właściciela o pozwolenie na postawienie namiotów. Zgadza się, wydaje się być bardzo ożywiony i ... chce się przepłynąć kajakiem Zbyszka. My się krzątamy przy obozowisku, on próbuje swoich sił w kajaku. Nagle słychać jakieś krzyki, w stronę kładki po drugiej stronie rzeki biegnie z bosakiem syn tego, co przed chwilą dosiadł kajaka. Na pomoc rusza Zbyszek. Wyciągają w trójkę z rzeki pusty, zalany kajak. Chcąc przepłynąć pod kładką pan musiał się pochylić, żeby nie uderzyć głową w metalową konstrukcję, zrobił to za bardzo "jednostronnie" i się wywrócił.
 Praw fizyki pan nie zmienisz i nie bądź pan głąb - jak mawiał Kobuszewski a on:
    - Śpijta panowie, ja idę się wysuszyć.
    - Dobrze, że umiem pływać i mam twardy łeb.
NIe wiem, czy mówił o ilości wypitego alkoholu, czy o tym, że uderzył głową w przeszkodę.
Wg moich domysłów - kiedyś dominowały na tych terenach duże państwowe gospodarstwa rolne (PGRy) i żeby utrzymać duże stada krów rzekę uregulowano, nawodniono łąki przez system jazów i progów. Za Drążdżewem rzeka zmienia swój charakter, staje się naturalna, bez widocznych śladów ingerencji człowieka. 
Rano nabieram respektu przed kładką i żeby pod nią przepłynąć lokuję się w kajaku najniżej jak mogę.
Rozpoczynamy trzeci dzień na Orzycu. Ponieważ wczoraj przepłynęliśmy 42 km (Zibi do dziś w to nie wierzy) w duchu obiecuję sobie, że dzień dzisiejszy, czyli środa będzie relaksowa a etap krótki.
Podtopienia nie ustępują, miejscami stwarzają możliwość płynięcia "na skróty", po łące. Opływany w ten sposób "bokiem" dwa mostki i powalone drzewo. Przeciągając kajak przez kolejne drzewo widzę, że brzeg jest dziwnie żółty. Od  grzybów, które wszędzie są znane jako kurki. Ok godz 10:30 słychać grzmoty, wkrótce zaczyna padać, później deszcz osiąga wg mojej skali stopień 3, czyli na wodzie tworzą się bańki.
Wszędzie rozlewiska, nie ma gdzie się schronić, burza staje się gwałtowna, płynę ubrany w fartuch.
Ok południa na chwilę przestaje padać, ale wkrótce znów słychać grzmoty. Teraz już nie pada, ale leje, strugi wody spadają z nieba. Ok 14:00 Zibi wychodzi na brzeg, żeby pod drzewem przeczekać ulewę. Obok na wzniesieniu widzę stodołę. Idę prosić o dach nad głową, pływanie w takich warunkach traci sens. Starsza pani nie bardzo rozumie o co mi chodzi. Wchodzę do stodoły, na sąsieku leży gospodarz, filmik który tu w ten sposób chce przeczekać ulewę. Pozwala na przenocowanie w stodole - tylko "nie palić panowie". Obaj nie palimy. Przynosimy najpotrzebniejsze sprzęty. Rozebrany i tak przecież jestem mokry idę się porządnie umyć i dopiero wtedy przebieram się w suche ubranie. Deszcz leje do 17:30 a później wywieszamy wszystko co mokre na pobliski krzak, bo wychodzi słońce. Trzeci dzień, jak chciałem, stał się niespodziewanie bardzo krótki, bo przepłynęliśmy tylko 23 km. W ten sposób chyba po raz pierwszy śpię w stodole pełnej zapachu siana z wieczorną nutą obornika.
Rano nie musimy pakować namiotów, dostajemy wrzątek od życzliwych gospodarzy. Odpływamy po godz. 8:00
Pogoda upalna, szybko płyniemy wypoczęci, raz zatrzymujemy się na posiłek i kąpiel. Mijamy największą miejscowość nad Orzycem - Maków Maz. Radzę tu zachować ostrożność, za mostem, pod kładką jest rura, pod którą przy niskim stanie wody można przepłynąć i to może być pułapka, bo za nią pod lustrem wody jest niewidoczna metalowa szyna. Przenosić się najlepiej niezgodnie z oznakowaniem, czyli stroną lewą. Później przenosimy kajaki w Smrocku, gdzie jest elektrownia wodna, restauracja i hotel "Bobrowy Dwór".
I przerwa na piwo. 
Płyniemy dalej, Zibi zostaje w tyle, forsuję dopłynięcie do ujścia Orzyca, bo płyniemy szybciej niż przewidywałem. Przepływamy końcowy, rozlany szeroko odcinek Orzyca, we wsi Przeradowo widać ułożony wał z worków z piaskiem. Na koniec kilka zakrętów i w oddali widać ścianę lasu na brzegu Narwi. Pamiętam, że płynąc z Biebrzy nocowałem przed ujściem Orzyca i ze swojego biwaku widziałem tu liczne przyczepy i namioty. I tego miejsca szukałem. Ale jak na zamówienie, po lewej mamy dobre wyjście na brzeg, łączkę, za nią lasek. Stajemy tu na noc. Dziś pokonaliśmy 46 km - 125 km od początku spływu przepływając Orzyc. Prawie o zmroku słychać odgłos zbliżającej się do nas łodzi motorowej. Rzeczywiście za chwilę mija nas 2 strażników Państw. Straży Rybackiej. Przepływają bez słowa, dobrze, że Zibi już zgasił ognisko. Daleko nie popłynęli, bo rzeka jest zatarasowana powalonymi drzewami. Dla nich zapora nie do pokonania. Na przeciwległym brzegu towarzyszy nam para bocianów. Chyba jeszcze zbyt młodych, żeby wyprowadzić lęg.
Następnego dnia w piątek od rana jest upalnie, odpływam po rannej kąpieli w lepszym nastroju, bo zadziałał rejestrator trasy. Stąd wiem, że odpłynęliśmy o godz. 9:15. W południe jesteśmy w Pułtusku, zatrzymujemy się w wypożyczalni kajaków "Keja" u Grzegorza. Użyczył mi noclegu w 2008 r, gdy niespodziewanie musiałem przerwać spływ i wracać do domu. Rozpocząłem wtedy w miejscowości Rogożynek samotny spływ Biebrzą i Narwią.
Idziemy do miasta uzupełnić zapasy wody i piwa, zjeść obiad w restauracji przy rynku. Ponownie na wodzie jesteśmy o 13:20, żeby o 16:30 zająć miejsce na nocleg na początku Zalewu Zegrzyńskiego. Przed nami weekend, na wodę zeszło wiele łodzi motorowych, jachtów, skuterów.
W sobotę odpływam o 8:50, Zibi wypłynął przede mną. Wpływamy na Zalew Zegrzyński, nad brzegami różnego rodzaju zabudowa od willowych namiotów i przyczep, przez domki do rezydencji. Mijam most w Wierzbicy, z prawej miasto Serock a z lewej ujście Bugu a później ujście rzeki Rządzy. Na Zalewie oczywiście fala i tłok. Pływa wszystko, co może się unieść na wodzie. Jest przecież upalna sobota, wszędzie wypoczywają i kąpią się ludzie. Najbardziej dokuczają szybkie łodzie motorowe, które robią nie tylko hałas, ale także dużą falę. Nieporęt to już jedna wielka przystań i plaża. Szukam wejścia w Kanał Żerański. Na jego początku spotykam Zibiego, cały Zalew Zegrzyński przepłynęliśmy osobno. Wzdłuż kanału prowadzi ścieżka, często mijają nas rowerzyści. Wreszcie za mostem na drodze do Izabelina wpływamy na rzekę Czarną. Nurt znaczny, rzeczka wąska, do mostu Baileya w Stanisławowie - konstrukcji pochodzącej z II wojny św. mamy 2 km pod prąd. W pobliżu stoi mój samochód, tam kończymy nasz spływ po przepłynięciu 185 km.
Trzeba pamiętać, że opis dotyczy bardzo wysokiego stanu wody na Orzycu, przy niskiej wodzie może być inaczej, co trzeba uwzględnić przy planowaniu spływu.
Orzyc będzie na pozycji 55 w moim spisie spływów.

Podziel się
oceń
0
0



Więcej na ten temat


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 07 maja 2014 15:48

    Kapitalny blog!

    autor Monika

    blog: www.revo.net.pl

  • dodano: 23 grudnia 2011 20:50

    :* co za zez nudny artykuł :)

    autor powerr13288@o2.pl

  • dodano: 01 grudnia 2010 16:12

    autor Normalka

    blog: er5tfd

  • dodano: 16 czerwca 2010 9:14

    I jest nastepny rozdział ksiazki,a tych przygod miałes dużo, pozdrawiam zibi

    autor zibi

    blog: czekuch

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

wtorek, 19 września 2017

Licznik odwiedzin:  90 948  

O mnie

Lubię turystykę kajakową,
fotografię i podróże.
GG:2290554

O moim bloogu

Zapiski od roku 2009 wpisy początkowe  więcej...

Zapiski od roku 2009 wpisy początkowe  wpisy

 

Moje filmy

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 90948

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930